h1

Wyczekuje…

Maj 8, 2010

Wyczekuje Ciebie, rozłąka jest torturą…brak Ciebie wysusza skórę, usycham jak dawno zapomniane drzewo, ten brak…wypala dziurę w sercu. Mój kochany Kami jesteś tym wszystkim czego mi trzeba, by być w pełni sobą. Kocham Cię…

Reklamy
h1

Tym razem nieco inaczej…

Październik 17, 2008

…… i coś zupełnie nowego…

bo inspiracja przychodzi nieoczekiwanie

http://smutny-aniol.blog.pl/

h1

Samotność

Październik 10, 2008

Łzy znowu pojawiły się w mym życiu, wiem, że jest kruche, kruche niczym tafla szkła.
Sama związałam się kajdanami lęków, jak trudno się z nich wyplątać. Próbowałam zabić ten ból, ale tylko cierpiałam więcej.
Moja dusza pragnie wyzwolenia. Bo czasami czuję Czuję za wiele Za dużo widzę Widzę… że o mnie zapomnieli…
Samotna wśród ludzi, którzy myślą: Ona nigdy nie jest sama…

h1

Gdy pozostał tylko mrok

Wrzesień 30, 2008

Mogłabym napisać cały cykl o bezsenności, tak to jest gdy się przed snem mysli za dużo analizując cały dzień, czy nie dało się wielkiej plamy, a jeśli tak jakie będzie miała ona konsekwencje. Rzucanie się z boku na bok, kto z Was tego nie zna…
Można to jednak wykorzystać, robiąc jakieś pożyteczne rzeczy, starając się nie obudzić reszty pracujących domowników.
Ile można słuchać kłamstw…pewnie wiele, kiedy się nie wie, że ten ktoś jednak woli w ten sposób przemawiać, gorzej jeśli się jest tego świadomym, mydlenie oczu. Jak długo można kłamać? Prędzej czy później człowiek się tym męczy, czy nie jest prościej, powiedzieć od razu? Uniknie się zbędnych pretensji, które same się nie biorą z nieba, nie mając co z sobą zrobić. Jeden człowiek, a ile sobie sam stwarza problemów, byle tylko nie czuć się winnym, tylko…po co składać obietnice bez pokrycia? Może dla niektórych to jest sposób na pozbycie się „natrętów”, ludzi którzy w jakiś sposób nie są godni uwagi. Choć wyciągają dłoń, prosząc o odrobinę pomocy…jednego małego „kopniaka na szczęście”.
Dobrze jest mieć takie miejsce, gdzie można sobie „pokrzyczeć”, jeszcze bez zbędnych konsekwencji, choć nigdy nie wiadomo co nam przyniesie przyszłość. Jestem młoda, choć tak cholernie zmęczona życiem, zupełnie jakby wszystko co było dobre, było już daleko za mną…w strzępkach, porwanych jak balonik, który pechowo dostał się w objęcia kolczastego krzewu. Nie wiem jak długo jeszcze będę w stanie jakoś funkcjonować, uśmiechać się do ludzi. Zniechęcili mnie do siebie, zabierając to co było piękne, podejrzewam, że bezpowrotnie. Bo wszystko co miałam odeszło, razem z Tobą…od tego czasu, wszystkie plany i marzenia biorą w łeb, upadają jak podbijane królestwa jedne za drugim. Nic nie warte domki z piasku, skąd brać siłę na to wszystko? Staram się jakoś stanąć na nogi, kiedy jest się zupełnie samym nie jest to proste zadanie. Ten wielki niedosyt…I pytanie: czego ja w życiu dokonałam? Niewiele…i tak pozostanie do końca. Ktoś mi dziś powiedział: nie pomożesz zatracając się w ciemności. A co jeśli tylko ona mi pozostała?

h1

Ptaki

Wrzesień 29, 2008

ptaki na niebie płaczą deszczem
bo jak dzieci płaczą, gdy czują się bezsilne

Nie ma początku, nie ma końca. Nie ma odwrotu. Nie ma NADZIEI. Skrzydeł nadziei, na których można by ulecieć daleko od bólu i cierpienia. Ulecieć z tej dziwnej otchłani, która coraz bardziej chce mną zawładnąć.

Zmęczona…zmęczona życiem i oczekiwaniem..na to co przyniesie mi jutro..

/Can we rest now? No?
When we can?/

Sea

h1

Nie-umarłe liście

Wrzesień 28, 2008

Złe sny stukoczą
o me okno chcąc się wślizgnąć do środka choćby
na chwilkę. Oczy ciężkie
od walki z lękiem, bez Ciebie, Twojej dłoni świat usycha.
Zimne deszcze nie nawadniają, odbierają nadzieje smutnym drzewcom obdzierając je z ostatnich liści, takie nagie nazbyt kruche i łatwe do zranienia.
Na pozór silne korzenie nie dają stabilizacji. Gdy tak krążę po wciąż żywych ulicach rozdzierana pomiędzy embriony powietrza wciąż czekam…choć obiecałam, że nie będę. Spokój unosi fala dźwięków nocy, dryfuje
nie-umarłymi liśćmi wplątanymi w me włosy. Było już dobrze, prawda? Nazbyt dobrze, garstka szczęścia za długo zadomowiła
się w mojej kieszeni. Coraz mniej wrażliwa, ukrywam w sercu uczucia zamrażając je powoli z premedytacją. Satysfakcja…nieuchronnej porażki.

h1

Łuk bez początku i końca

Wrzesień 21, 2008

Kiedyś wzniosę się ponad wyżyny niepewności i odnajdę prawdziwą wolność. Wolność od samej siebie. Spocznę ponad wszystkim i uśmiechnę się do ptaków. Będę wolna jak one. Będę wiecznie uśmiechniętą, nie znającą trwogi. Małe dziecko szybujące w przestworzach. Czy na świecie istnieje choć jeden naprawdę wolny człowiek? Nieograniczona swoboda to mit? Chcę go obalić. Bo nie można żyć w obłudzie. Ona zniewala duszę. Pozbawia ją czystości, niewinności. Człowiek płacze, a w odpowiedzi słyszy drwiny. Słyszy pusty śmiech tryumfu i górowania. Szukałam akceptacji, zrozumienia. Znalazłam rozczarowanie. Szukałam miejsca o nazwie Radość, a gdy je znalazłam, tęcza straciła barwy… Czarno biały łuk bez początku i końca. Bezkresna żałoba po turkusowym motylku; zginął śmiercią męczeńską. Ludzie szukający sensu w obeldze. Ludzie nie znający słowa przestań. Ludzie, którzy nigdy nie dotknęli cudzego cierpienia. Śmierć ma w sobie jednak życiodajną moc. Potrafi tak czule ukoić zmysły, wyleczyć ból… Skutecznie odepchnąć od tej ostatniej próby. Potrafi na chwilę ukochać życie moimi zmysłami, bym myślała o pięknie. Śmierć nie jest towarzyszem samobójców. Ich towarzyszem jest czarno białe życie. Pada deszcz a ja staram się być szczęśliwa. Tylko czasem łzy nieba do złudzenia przypominają mi moje własne.